Łukasz rzucił torby w kuchni i ruszył w głąb domu. Darek nie zdziwił się faktem, że lokum jest znacznie obszerniejsze w środku. Po prostu typowa dla czarowników magia przestrzenna. Po kilku chwilach Grabarz powrócił z łomem. Dostrzegł pytające spojrzenie ucznia.
- Lekcja druga: jeśli coś jest istotą cielesną, którą napędza coś takiego jak mózg, żeby ją zabić wystarczy łom. Zombiaka zabijesz łomem. Wampira zabijesz łomem. Smoka zabijesz bardzo dużym łomem. Wilkołaka też ubijesz łomem, ale potrzebny jest Frolic do pełni sukcesu.
- Chcesz zabić wszystkie zombi w mieście za pomocą łomu?
W ramach odpowiedzi mistrz wykonał zamach tak potężny, że Darek poczuł jak napełnia mu się z przerażenia pęcherz.
- Oczywiście, że nie. Dopadniemy wampira, który jest za to odpowiedzialny.
- Wiesz gdzie go znajdziemy?
- Głupka, który wywołał taki chaos? Jak byk w liceum
- Eee?
- Widzisz, młody, wampiry dzielą się na dwie kategorie: te głupie, które siedzą sobie po liceach na zadupiach, kryją się po kryptach i takie tam, no i takie sprytniejsze, co unikają rozgłosu i najczęściej robią w pogotowiu czy bankach krwi.
- Nasz to pewnie ten pierwszy rodzaj?
- Szybko się uczysz, Darek.
- A łom wystarczy?
- Łom to nawet za wiele
Położył broń na stół i rzucił chłopakowi kluczyki.
- Przynieś sobie torbę, rozpakuj i się drzemnij, jutro ruszamy. Twój pokój to ten pierwszy na lewo od kuchni.
Nie mieli problemu z przedarciem się do Pierwszego Liceum Ogólnokształcącego im. Józefa Piłsudskiego w Wolibowie. Przypuszczenia Grabarza sprawdziły się - szkoła pełna była ghuli: wampirzych sługusów, uzależnionych od krwi swojego władcy. Łukasz podszedł do jakiegoś szpetnego bruneta w okularkach i zagadnął:
- Przepraszam bardzo, szukam tutejszego Patriarchy.
Okularnik zasyczał groźnie i sprężył się, jak do skoku. Mistrz spojrzał na swego ucznia i rzucił:
- Lekcja trzecia: rozmowy i negocjacje.
Zasunął w gębę bruneta, ten z łoskotem padł na kafelki. Ujął go za nogę i pieprznął nim o sufit. Nie uderzył, pieprznął. Niby żadna różnica, ale jeśli tak myślisz, to niech cię uderzy pięciolatek, a potem niech cię pieprznie bokser. Przekonasz się. Prawa fizyki zadziałały i szpetny ghul odkleił się od góry korytarza. Grabarz przygniótł mu klatkę piersiową nogą i ponownie spytał:
- Gdzie?
Okularnik ostatkiem sił wskazał na grupę złotych chłopców", wchodzących po schodach.
- Nic mu nie będzie? zapytał niepewnie Darek. Rozumiał brutalność wobec wampirów, ale żeby takiego bezbronnego ghula? Choć w sumie te sługusy potrafiły zabijać niewinnych ludzi, aby tylko nie dopuścić ich do Pana. Na wszelki wypadek kopnął go w żebra i podążył za mentorem.
- Lekcja brzmi: nie negocjujemy z wampirami i ich poplecznikami. rzucił Łukasz, nie obracając się. Poruszał się szybko, roztrącając na boki tłumek ghulic-adoratorek naczelnego wampira. Oszołomione, nie próbowały zastawiać więcej drogi.
- Te, Lestat, William czy jak to się w tym swoim pedalskim mniemaniu zwiesz pokaż swój parszywy pysk.
Jeden z wampirów, stojący po boku obrócił się i wrzasnął:
- Jak śmiesz tak się zwracasz do Mistrza Er
- urwał, ogłuszony koszem na śmieci, ciśniętym przez wściekłego Grabarza. Darek dostrzegł, że na twarzy mistrza powoli malują się Runy Ureh, zwane też Runami Władzy, zarezerwowanymi tylko dla magów najwyższej klasy. Znakiem tego Patriarcha jest naprawdę potężny, albo szykuje się omłot na miarę Termopil, tylko tym razem Sparta ma paskudnego, wkurwionego i przepełnionego potęgą maga po swojej stronie. Najzłotszy ze złotych chłopców obrócił się z dostojeństwem, na jakie stać tylko wampira, który dysponuje swymi mocami od góra roku dwóch lat.
- Jam jest Eryk, pan tego Klanu. Kto dał ci prawo do wchodzenia mi w paradę, śm
- wrzask Grabarza wbił się w jego oklepaną i stanowczo za długą wypowiedź.
- A zamknij ryj! Kogo obchodzą te bzdety? wskazał łomem za okno. Zombi kojot gonił żywego strusia. Nawet Łukasza na moment zbiło to z pantałyku.
- Kurwa
- powiedział.
- Kurwa! dodał Darek.
- Zaiste, kurwa. dorzucił swoje wampir Eryk.
- Kurwa? zapytało wampirzy klub wzajemnej adoracji, lustrując lubieżnie okno.
Uderzenie łomem w podłogę ponownie przywróciło ład.
- Któryś z was, debile, zrobił tam niezły burdel i w zasadzie pozwalałbym wam dalej się tak tu pierdolić, gdyby nie to. Wiecie, jakoś wolę siedzieć w domu i oglądać kreskówki, niż uganiać się za bandą nastolatków wąpierzy, którym się od durnych książek w dupach poprzewracało. Radzę więc niech się przyzna grzecznie ten, co namieszał, rozwalę mu łeb, a reszta to sobie może wypierdalać na Kaukaz, czy skąd tam przywlekliście tego syfilisa.
- Zmiażdżyć śmiertelnych! wrzasnął Eryk. Wampiry oraz ghule runęły na Darka i Grabarza. Runy Ognia przyozdobiły twarz młodego maga. Z tych, co wpadli w zasięg rażenia Łukasza nie było za bardzo co zbierać, ale jeden ze świty Patriarchy padł chłopakowi pod kolana. Wyszczerzył groźnie zęby, ale rozżarzona dłoń skutecznie go, jak na ironię, ostudziła.
- To był zły wybór, Batman
- rzekł Darek, a wampir na chwilę zmienił się w największy fajerwerk świata. Ostatni wampir, ciśnięty przez mistrza, wybił okno. Jasne promienie padły na poszatkowane, zmasakrowane i tu i ówdzie zjarane zwłoki krwiopijców. Łukasz, zziajany, ale zadowolony dostrzegł jak zdziwione ghule wracają do siebie, nie pamiętając ostatnich dwóch tygodni. Poklepał ucznia po plecach i rzucił:
- Dobre było to hasło z Batmanem, ale trzeba było dorzucić coś o sodomii.
- Po co?
- A widziałeś tu jakieś żeńskie wampiry?
Darek wskazał na odmienione ghulice. Grabarz się zaśmiał.
- Czy kopulowałbyś z bochenkiem chleba albo befsztykiem?
- No, nie.
- Więc czemu wampir miałby posuwać swój bufet, hmm?
Nie miał na to odpowiedzi. Nagle przystanął nad zwłokami Eryka.
- A oni to się czasem nie powinni błyszczeć?
Rechot Łukasza wybił drugą szybę.
- A co oni, kurwa, pluton żarli, że mają się świecić? Skąd ty wiedzę czerpiesz? Z Rumcajsa na tropach Yeti"?
Zażenowany chłopak postanowił spalić swe księgozbiory i zagłębić się w literaturze zgromadzonej w pokaźnej bibliotece Grabarza. Nagle mały wężyk pytania ugryzł go w jądra ciekawości:
- A w zasadzie czemu Grabarz?
Mistrz uśmiechnął się szeroko.
- Widzisz tych tu? Ja to takich hurtowo sprzątam. Kilku nawet jeszcze do tej pory siedzi w fundamentach, bo ich zalałem betonem, jak stawiałem dom.
Darek uznał, że do łóżka zabierze dziś strzelbę.
pyro więcej takich
- Kurwa… - powiedział.
- Kurwa! – dodał Darek.
- Zaiste, kurwa. – dorzucił swoje wampir Eryk.
- Kurwa? – zapytało wampirzy klub wzajemnej adoracji, lustrując lubieżnie okno."
Jebnęłem...